Zrobiłam listę - z lewej strony co muszę ugotować, upiec, przygotować, zrobić (nie wiem kiedy, ale to już drobnostka przy następnym punkcie)z prawej - co do tego — Jakbyśmy wpuszczali awanturników, to nie byłoby spotkania, tylko awantura — mówił w Katowicach szef PiS Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu Jarosław Kaczyński Książka dla fanów Wiedźmina, choć nie tylko Fabienne, Etiennette i Vivienne piękne córki Michała Wiśniewskiego Kandydatka na minister klimatu nie wie ile jest parków narodowych - WIDEO Jeszcze trochę danych i już ŚwiętaCo w kalendarium?O 13:00 poznamy tygodniową dynamikę liczby wniosków o kredyt hipoteczny. Ważniejsza będzie jednak publikacja na temat zamówień (na . Ludzi online: 3676, w tym 82 zalogowanych użytkowników i 3594 gości. Wszelkie demotywatory w serwisie są generowane przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności. Napisałbym, że zaszczepieni Polacy wyjdą na ulicę. Ale nie wyjdą, bo się boją. Wbrew pozorom przejawiającym się w maseczkach noszonym na brodzie, naszych rodaków powoli przejmuje trwoga. W Zakopanem, świątecznej stolicy kraju, właściciele hoteli i pensjonatów z przerażeniem obserwują, jak z dnia na dzień wykrusza im się obłożenie pokoi w końcówce roku. Jeszcze niedawno prognozy były zupełnie inne. Na Podhalu zacierano ręce widząc, jak turyści niemal wydzierają sobie z rąk ostanie wolne łóżka z okazji długiego weekendu związanego ze Świętem Niepodległości. Minęło raptem kilka dni, a sytuacja diametralnie się zmieniła. Od początku miesiąca dobowa liczba zakażeń wzrosła z ok. 7-8 tys. do 20 tys. Taka liczba zaczęła działać naszym rodakom na wyobraźnię. źr: Koniec 2021 r. spiszmy na straty Skąd ten wniosek? W rozmowie z „Radiem Zet” Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej przyznał, że coraz więcej osób odwołuje rezerwacje na święta i przyszłoroczne ferie. Szef TIG interpretuje to w następujący sposób: sytuacja epidemiczna się pogarsza, a Polacy mają coraz więcej obaw, że rząd wprowadzi lockdown. poleca A odzyskać pieniądze nie będzie już tak łatwo jak w ubiegłym roku, gdy takie platformy jak kazały właścicielom oddawać wpłaty niejako z urzędu. Tym razem o powtórzeniu tego manewru jest cicho, co każe sądzić, że rezerwacji dokonuje się na własne ryzyko. Ba, za chwilę Polacy zaczną też pewnie rezygnować z sylwestrowej zabawy. Tym bardziej, że prawdopodobnie i tak będą musieli organizować ją na własną rękę. Władze Zakopanego ostrożnie podchodzą do tematu organizacji imprezy plenerowej przez TVP w swoim mieście. Mamy 24 239 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: mazowieckiego (5084), śląskiego (2728), wielkopolskiego (2135), lubelskiego (1938), dolnośląskiego (1712), łódzkiego (1543), małopolskiego (1538), zachodniopomorskiego (1238), pomorskiego (1015),— Ministerstwo Zdrowia (@MZ_GOV_PL) November 17, 2021 Zależy nam na kontynuowaniu przedsięwzięcia i dalszej udanej współpracy z TVP, jednak sytuacja związana z pandemią nie pozwala na swobodne planowanie imprezy o tak dużym zasięgu – powiedziała Kinga Ripper, szefowa wydziału kultury fizycznej i komunikacji społecznej Wirtualnym Mediom. Brzmi jak ostrzeżenie, prawda? Coś w rodzaju: nie ma sensu się szykować, skoro za chwilę koronawirus może sprowadzić nas na ziemię, zmuszając do pozostania w domach. Z tego samego wniosku mogą wyjść osoby, które długie tygodnie temu zapobiegliwe zagwarantowały sobie nocleg na Podhalu. Z organizacją miejskiego sylwestra wstrzymały się również Katowice. Definitywna decyzja zapadła w Warszawie i Wrocławiu – imprezy nie będzie. Nie chodzi o to, że zaszczepieni wejdą, a niezaszczepieni będą musieli stosować się do limitów osób na metr kwadratowy. Nie, że uczestnicy będą musieli pokazywać paszporty covidowe. Nie ma i już. Zaszczepiona część społeczeństwa czuje się pewnie dzisiaj mocno oszukana przez rząd. A jeżeli jeszcze nie jest, to poczuje się dosłownie za moment. Polacy chcą restrykcji dla antyszczepionkowców Nie może być inaczej biorąc pod uwagę wyniki sondy, którą przeprowadziła „Rzeczpospolita”. Prawie sześciu na dziesięciu ankietowanych odpowiedziała, że niezaszczepieni powinni spotkać się z ograniczeniami w funkcjonowaniu w miejscach publicznych. Można założyć w ciemno, że w takim tonie wypowiadają się wyłącznie… zaszczepieni. Bo niby dlaczego ktoś, kto jest sceptyczny wobec szczepień miałby teraz świadomie postulować ograniczenie swojej wolności? Ponad połowa przepytywanych poszła jeszcze dalej, twierdząc że wirusa należy okiełznać lokalnymi lockdownami. Nie jest szczególnie szokujący postulat, biorąc pod uwagę, że rząd obiecywał wcześniej właśnie taką drogę walki z pandemią. Zagadką pozostaje 10 proc. respondentów, która nie chce, by Ministerstwo Zdrowia podejmowało jakiekolwiek działania. Nawet jeżeli doliczylibyśmy do tego 2,1 proc. niezdecydowanych, wciąż daje nam to odsetek grubo poniżej liczby niezaszczepionych. Czyżby część antyszczepionkowców struchlała na widok zapełnionych szpitali i poparła zamykanie szkół? Jedno jest pewne. Dla rządu nadciągający miesiąc będzie potwornie trudny. Minister Adam Niedzielski włożył cały swój autorytet i masę publicznych pieniędzy w promocję programu szczepień. Zresztą nie tylko on. Pamiętacie jeszcze hasło #SzczepimySię i wracamy do normalności!? Resort edukacji wypuścił nawet spot z beztroskim bieganiem po plaży, koncertami, puszczaniem latawców i posiadówkami przy ognisku. W tej chwili mamy najgorszy scenariusz z możliwych. Zaszczepieni mają taki nibylockdown, który sami na siebie nakładają z obawy przed zakażeniem i przenoszeniem wirusa dalej. Antyszczepionkowcy, a z pewnością wspomniane 10 proc., mają to w nosie i żyją, jakby problemu nie było wcale. A rząd? Coś tam postraszył regionalnymi ograniczeniami, ale gdy przyszła pora stanowczych działań, minister Niedzielski rozłożył bezradnie ręce i stwierdził, że nie ma sensu wprowadzać obostrzeń, bo Polacy i tak nie mają zamiaru się do nich stosować. Wierzę. Zaszczepionych restrykcje miały przecież ominąć, a antyszczepionkowcy oleją nowe przepisy z zasady. Żeby było ciekawej, ministerstwo przestało publikować dane dotyczące poziomu wyszczepienia w poszczególnych gminach. Uwaga! Poniżej znajdują się dane o poziomie zaszczepienia na dzień 31 października 2021 r. Brak aktualizacji wynika z zakończenia konkursu Najbardziej Odporna Gmina i Rosnąca Odporność – czytamy na stronie Szczyt czwartej fali przed nami Resort obiecuje, że do końca listopada, codzienna aktualizacja wyników zostanie wznowiona. Wirus takiej przerwy sobie jednak nie robi. Minister Niedzielski przyznaje, że szczyt zakażeń jeszcze przed nami. W optymistycznej wersji czwarta fala wyhamuje w przyszłym tygodniu na poziomie 25 tys. zachorowań dziennie. W mniej optymistycznym czekają nas 2-3 tygodnie wzrostów i osiągnięcie liczby 35 tys. zakażeń, co byłoby absolutnym rekordem. Wynikiem, który wypada dodać, zafundują naszemu społeczeństwu antyszczepionkowcy. Ukłucie nie gwarantuje wprawdzie, że nie zachorujemy, a potem nikogo nie zarazimy, ale wyraźnie zmniejsza takie prawdopodobieństwo. Z badań brytyjskich naukowców publikowanych niedawno w „Lancet Infectious Diseases” wynika, że jeśli zaszczepimy się dwoma dawkami, to ryzyko zarażenia domowników wynosi 38 proc. Ale jeżeli współlokatorzy również się zaszczepią, odsetek ten spada do 25 proc. Optymistycznie wygląda wtedy kwestia hospitalizacji. dr hab. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu przedstawił PAP, jak kształtuje się relacja zaszczepionych do niezaszczepionych, którzy leżą w szpitalnych łózkach. Wynik? W naszym badaniu w pełni zaszczepieni pacjenci stanowili jedynie 0,15 proc. chorych na COVID-19 hospitalizowanych w czterech szpitalach objętych badaniem – podkreśla dr Rzymski. Zaszczepieni mają prawo czuć się dzisiaj rozczarowani. Wiedzeni obietnicami poszli do punktów szczepień częściowo pewnie ze względu na społeczną odpowiedzialność, a częściowo licząc na obiecywane udogodnienia. Tego drugiego nie ma i chyba już nie będzie. Rząd wywiesił białą flagę i skapitulował przed antyszczepionkowcami, wystawiając miliony Polaków do wiatru. Idziemy na spacerek niedzielny do naszego lasu (prawda, że to romantycznie brzmi :)). W połowie drogi widzę że coś się tam czarnego telepie pod lasem. Mówię więc do mojej nieodrodnej wyrodnej córci:-Wracamy, bo coś tam czarnego biega co to może być?-Nie wiem, może pies bezpański, a może może wilk?-No może....-No to czego się mamo boisz, zrobił ci kiedyś wilk coś?No w sumie nie..... Ale i tak zdążyłam jeszcze coś takiego popełnić, bo uwielbiam tą jeszcze nieśmiałą i niewinną zieleń. Daję to w cudzysłów, bo nocnikowania brak, za to "niespodzianki" można znależć wszędzie, nawet w garderobie, a wielkie kałuże o zabarwieniu zielonym niedługo zaczną mi się śnić po nocach. W związku z tym, że moje dzieciaki olały mnie totalnie (i to już nie w cudzysłowiu), zaparłam się i zakupiłam tonę słodyczy. Pokazałam to panom K. i G. Wytłumaczyłam, że jak będą wołać na nocnik, czy też sami się wysikiwać do tegoż sprzętu to dostaną niespodziankę, jeśli nie to dostanie to Emilka. -Rozumiecie? -Tak,rozumiemy. - zgodnie pokiwali głowami. - Przybijamy piątkę? Tu nastąpiło rytualne przybijanie piątek. Po czym....... zamknęłam lodówkę. A chłopcy jak nie zaczną rozpaczać, łkać i zanosić się. Trochę to mnie zdziwiło. Więc spokojnie pytam: - Co się stało? A Krzyś przez łzy: - Bo ja nie umiem sikać do nocnika!!! I niestety miał rację..... A słodycze czekają;)

jeszcze tylko awantura i swieta